środa, 25 lipca 2012

Szczupak z gliny

Szczupak z Gliny

Autorem artykułu jest Olsen


Na terenie każdego miasta znajdą się glinianki, które pozwolą nam na realizowanie naszej pasji w środku tygodnia. Wypad na szczupaki, po pracy, dzięki bliskiemu sąsiedztwu glinianek staje się możliwy.

Glinianki, wyrobiska pożwirowe i inne podobne “doły często omijamy szerokim łukiem. A ja wręcz przeciwnie, właśnie nad takie wody chciałbym wszystkich zaprosić i zwrócić Waszą uwagę. Zwłaszcza jesienią, kiedy dni się szybko kurczą.
Wiem, wiem .. zaraz pojawia się głosy, że to żadna przyjemność, że kacze dołki, że duża presja, wrzaski, krzyki i tłumy ludzi ale zapewniam Was, że jesienne temperatury wypędziły już znad wody rozkrzyczaną młodzież a spacerowiczów i wędkarzy w środku tygodnia można liczyć na palcach jednej ręki jeżeli w ogóle jakichś uda nam się spotkać

ŁOWISKO


Właśnie glinianki są wodami nad które możemy wyskoczyć po naszych obowiązkowych zajęciach i powędrować na popołudniowo-wieczorne łowienie. Na terenie każdego miasta znajdą się glinianki, które pozwolą nam na realizowanie naszej pasji w środku tygodnia. Jak sama nazwa wskazuje glinianki to zalane wodą doły pozostałe po wydobyciu gliny.
Czym się charakteryzują owe łowiska? Ano bardzo dużą głębokością sięgającą często kilkunastu metrów . Drugą bardzo ważną cechą są strome szybko opadające zbocza. Właśnie na tych stokach wśród podwodnej roślinności na przepływające stada drobnicy czatują szczupaki, które będą celem naszej wyprawy.

SPRZĘT


Zanim przejdę do omawiania wędek, kołowrotków i przynęt zatrzymamy się chwilę przy odzieży. Woda w gliniankach jest wodą czystą i o dużej przejrzystości a my będziemy polować na ryby czatujące w strefie przybrzeżnej dlatego nasz ubiór powinien być wkomponowany w otoczenie. Nie radziły bym wybierać się nad glinianki w jaskrawych bluzach lub spodniach bo ryby szybko nas wypatrzą i albo odpłyną albo staną się nieufne i nie będą atakowały naszych przynęt. Wkładajmy więc odzież moro lub w kolorach zielenie i koniecznie zachowajmy nad woda ciszę aby nie spłoszyć kaczodziobych. Druga bardzo ważna rzeczą w naszym ubiorze są buty. Aby dotrzeć do wody często będziemy musieli schodzić ze stromych wysokich skarp o glinianym podłożu, jeżeli jeszcze dodamy do tego trochę jesiennego deszczu to zamiast schodzić możemy zjechać niczym z Kasprowego na nartach i zakończyć to kąpielą, która o tej porze roku nie należy do przyjemności. Dlatego też musimy się zaopatrzyć w obuwie o dość wysokim traperze, najlepiej wiązanymi za kostkę co pomoże nam uchronić ją od skręcenia na śliskiej nawierzchni .
Dobra przejdźmy do rzeczy bardziej ciekawych. Po pierwsze wędzisko, raczej długie w przedziale 2,5-3m. Będziemy czasem łowić w miejscach trudnych, wśród krzaków i trzcin i dłuższe wędzisko pozwoli nam optymalnie podać i poprowadzić przynętę. Ja osobiście używam wędki o długości 2,7 m ale jak ktoś dysponuje tylko krótszymi to też połowi może nie we wszystkie miejscach ale jednak. Jako że mamy do czynienia z głębokimi dołami będziemy potrzebowali ciężkich przynęt a co za tym idzie nasze wędzisko musi być do tego przygotowane. Optymalny ciężar wyrzutowy to 10-30g. Ja używam dwóch wędzisk jedno ma parametry 9-18g, a gdy decyduje się na większy kaliber wyciągam drugie 15-45g.
Kołowrotek – każdy ma swój i z pewnością się nada ale nie ma co przesadzać ani w jedną stronę(1000) bo może nam zabraknąć linki ani w drugą (5000) bo jest ciężki i szybko zmęczy nam się ręka. Tak więc reasumując kołowrotek klasy 2000-3000 jak najbardziej jest wskazany. Żyłka czy plecionka? Odwieczny dylemat spinningisty rozwiążemy tak – niech każdy łowi na to, na co mu wygodnie. Dawniej łowiłem na żyłkę i stosowałem średnice w granicach 0,20-0,25 teraz stosuję plecionkę mniej więcej 10kg wytrzymałości.
Na co będziemy łowić? Ja zdecydowanie polecam gumy. Twistery rippery i kopyta to przynęty, które idealnie nadają się do wędkowania na głębokich łowiskach. Ich podstawową zaletą jest to, iż możemy je szybko sprowadzić do dna i w miarę precyzyjnie prowadzić tuż nad nim. Aby to sprowadzanie do dna nie trwało całe wieki należy uzbroić nasze gumy w główki jigowe o odpowiedniej gramaturze. Ja stosuję główki w przedziale 10-20g w zależności od rodzaju i wielkości gumy, mniejsza gramatura będzie odpowiednia do twisterów i małych gum a im większa guma tym gramów na główce przybywa. Kolorystyka przynęt to następny temat morze i każdy z Was ma na pewno w swoim pudełku jakiegoś szczupakowego killera. Jeśli chodzi o moje doświadczenia z połowami na gliniankach to wyszedłem z niezbyt odkrywczego założenia, że przynęta powinna jak najbardziej przypominać naturalny pokarm drapieżnika. Jako że szczupaki odżywiają się głównie płocią i okoniem mój spinningowy arsenał zdominowały gumy w kolorach przypominających te dwa gatunki, czyli różnego rodzaju perły i zielenie. Co ciekawe zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość, że na perły łowiłem więcej sztuk ale rozmiarowo były mniejsze, na zielenie zaś ilość poławianych esoxów nie powalała na kolana ale za to ich rozmiary były dużo większe. No ale w tej materii namawiam Was do eksperymentowania i wypróbowania własnych sprawdzonych wzorów i kolorów bo mogą się okazać bardziej łowne niż te których ja się kurczowo trzymam od lat.
Co do innych przynęty typu wobler, obrotówka, wahadłówka czy jerk to powiem szczerze, że wypróbowywałem ale z marnym skutkiem. Jedynie obrotówki dawały mi jako takie wyniki ale sprawdzały się głównie w płytszych partiach a takich na gliniankach nie ma zbyt dużo. Tak więc reasumując dla mnie połów na naszych śródmiejskich dołach równa się połów na przynęty gumowe i chyba nic tego szybko nie zmieni.

MIEJSCE I METODA


Jak już pisałem wcześniej z moich obserwacji wynika, że szczupaki nie przebywają na środku glinianki ale trzymają się blisko brzegu i tam ukrywając się wśród podwodnej roślinności polują na swe ofiary. Co prawda zdarza mi się czasami zaobserwować na środku widowiskowy atak szczupłego na stado płoci wygrzewających się w ostatnich promieniach jesiennego słońca ale te potwory żerujące w toni są raczej poza naszym zasięgiem i złowić takiego to w mojej opinii tak jakby trafić szóstkę w totka. Dlatego też możemy odpuścić sobie przeczesywanie całego zbiornika i skupić się na osobnikach przebywających w strefie przybrzeżnej.
Mój sposób połowu przypomina nieco łowienie sandaczy z opadu ale z pewnymi różnicami. Przynęty posyłam do wody rzutem prostopadłym do brzegu na dość niewielkie odległości a następnie podciągam je nad dnem na granice stoku.
Teraz dopiero zaczynam właściwe jigowanie podbijając przynętę z nadgarstka i pozwalając jej swobodnie opadać ale nie do tego stopnia aby dotykała dna. Nie opuszczam przynęty do dna z dwóch powodów. Po pierwsze szczupaki stojące na stokach atakują przynęty od dołu i opukiwanie nimi dna powoduje, że są one dla drapieżcy mniej atrakcyjne, po drugi stoki glinianek są często usiane różnymi przeszkodami typu kamienie, jakieś zatopione krzaki czy powalone drzewa a to stwarza duże niebezpieczeństwo utraty przynęty. Czasami wykonuję też rzuty wzdłuż brzegu i staram się poprowadzić przynętę mniej więcej w połowie stoku w tym przypadku po podbiciu cały czas delikatnie kręcę kołowrotkiem, co pozwala utrzymać gumę na odpowiedniej głębokości.
Brania najczęściej następują w końcowej fazie opadania, kiedy guma wolno zbliża się do dna i tuż po poderwaniu, kiedy szczupak z wielkim impetem atakuje uciekającą mu sprzed nosa zdobycz.
Jeszcze dwie małe uwagi. Brania szczupaków często następują tuż pod naszymi nogami i mamy wtedy rybę na tzw. krótkim dyszlu, aby jej nie stracić musimy pamiętać o dobrze wyregulowanym kołowrotku. Ja czasami też w takich sytuacjach ratuje się otwarciem kabłąka kołowrotka przy jednoczesnym uchwyceniu linki i kontrolowaniu jej wysnuwania aż rybka odpłynie sobie na bezpieczną odległość.
Druga spraw to podbieranie ryby, uważam, że wybieranie się na glinianki bez podbieraka nie jest zbyt rozsądne. Brzegi są śliskie i strome brak jest miejsc gdzie swobodnie można zwodować zdobycz a podbieranie rękoma może zakończyć się utaplaniem w błocie lub co gorsza kąpielą w zimnej wodzie.
Dobra nie będę tu czarował i powiem, że szczupaków na gliniankach nie jest zbyt dużo zresztą chyba nie tylko tu ich pogłowie w ostatnich latach drastycznie spada. Mimo wszystko coś tam w tych dołach pływa a teraz jest najlepszy okres, aby się o tym przekonać. Liczę na to, że ten artykuł zachęci Was do odwiedzenia naszych glinianek a zawarte w nim wskazówki przydadzą się Wam w odniesieniu wędkarskiego sukcesu. Sukces ten przyjdzie Wam jednak okupić wieloma godzinami spędzonymi nad wodą ale myślę sobie, że to przecież lepsze niż przesiadywanie popołudniami przed telewizorem.
Na koniec jeszcze apel, kiedy już uda Wam się już złowić piękną sztukę z gliny zwróćcie jej wolność aby mogła obdarzyć te łowisko licznym potomstwem i abyśmy za jakiś czas mogli poławiać tam okazy czego sobie i Wam serdecznie życzę.



---

Ryba Życia

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 20 lipca 2012

Pierwsza wyprawa morska

Pierwsza wyprawa morska

Autorem artykułu jest Jacek Wojciechowski


Poradnik młodego wilka morskiego - czyli jak przygotować sie do wyprawy morskiej na dorsza lub innego drapieżnika.

W tym właśnie miejscu chciałem poświęcić kilka zdań na temat samego wędkarstwa morskiego. Być może myślicie że morska wyprawa jest przeznaczona tylko dla wybranych.
Nic bardziej mylnego - z dnia na dzień Wędkarstwo Morskie cieszy się coraz większą popularnością. Przeżycie wspaniałej przygodny nie jest tylko przeznaczone dla wybitnych doświadczonych morskich wędkarzy lecz dla wszystkich, którzy uważają że wędkarstwo to prawdziwa pasja, której nie jeden z nas potrafi się oddawać godzinami:
Nie będę tu używał terminologii zbyt wyrafinowanej lecz prostym i zwykłym językiem dam Wam kilka rad, które pomogą wam przeżyć wspaniałą przygodę.
Pierwsza ważna sprawa to podjęcie tej niesamowitej decyzji - JADĘ NA RYBY.
To co należy wziąć pod uwagę w pierwszej kolejności to minimum z kim i na jaką jednostkę się wybrać.
Informacje na temat statku oraz dobrego szypra można znaleźć na na naszym FORUM WĘDKARSKIM - www.forum.sklepikwedkarski.pl, czytając opinie na temat najlepszych jednostek na Południowym Bałtyku, bez problemu dowiecie się z kim watro wyruszyć na podbój Bałtyckiego Morza :). Pierwsze co należy zrobić po podjęciu decyzji dotyczącej wyprawy to wybór odpowiedniej jednostki. Nasz SKLEP WĘDKARSKI
w najbliższym czasie będzie oferował możliwość zasięgnięcia opinii na temat szypra i jednostki oraz zarezerwować wolny termin wyprawy. Już teraz można zaopatrzyć się tam w potrzebny, dobrej jakości ale tani sprzęt wędkarski.
Tu ważna informacja -zaklepanie dogodnego terminu nie jest sprawa łatwą ani prostą. Zabukowanie wyjazdu najlepiej zrobić z dużym wyprzedzeniem. Bardzo modne są też rejsy czarterowe czyli takie w których grupa ludzi wynajmuje całą jednostkę co również ma znaczenie w kwestii finansowej - po prostu jest taniej. (tu dodam że na wyżej wymienionym forum można skrzyknąć się w jedną ekipę). Rejsy zorganizowane w zależności od jednostki liczą od 8 do 15 osób. Jeżeli już mamy zaklepany rejs należy pomyśleć o sprzęcie czyli punkt 2.
Wędkarstwo morskie nie ma zbyt dużych wymagań sprzętowych. Wiadomo czym bardziej nowocześniejszy sprzęt tym większy komfort wędkowania.
Wędka - tu mamy duży wybór sprzętu - od tanich szklanych do droższych węglowych. Szklana wędka to wydatek rzędu 45 -65 złotych. Kija węglowego można już kupić od 120 zł w górę do hohohoh:. Wiadomo że sama akcja wędziska szklanego jest dużo gorsza od wędziska węglowego lecz pod względem odporności na puknięcie i zadrapania lepsza jest wędka szklana, jeżeli nabierzesz już wprawy polecam kija węglowego na którego trzeba bardziej uważać aby go nie uszkodzić (niechcący puknąć czy nadepnąć). Jeżeli chodzi o długość wędki szczerze polecam 2.7 metra (ewentualnie 2,4m), Wędki 3 metrowe i 2.10m są moim zdaniem nie zbyt dobrym sprzętem na wędkarskie rejsy.
Ciężar wyrzutu dorszowej wędki szklanej to przeciętnie 200-300 gr. Ja w tej chwili używam kija węglowego o ciężarze 150-220gr., który w pełni spełnia moje oczekiwania.
Kołowrotek - tu również mamy gość duży wybór. Od zwykłych morskich "kolosów" po świetne niezniszczalne multiplikatory. Łowiąc na dużych głębokościach musimy pamiętać o dużych obciążeniach kołowrotka, który powinien nam służyć kilka lat. Dlatego lepiej dołożyć kilka złotych i kupić dobry wzmocniony kołowrotek morski. Ceny najzwyklejszych kołowrotków morskich wąchają się w cenie około 60 -80 zł w górę. Najprostsze multiplikatory można już kupić od około 110-120 zł.
Żyłka czy Plecionka ? - jak zapewne wiecie różnica między żyłką a plecionkę jest bardzo duża. Chodzi o to iż plecionka nie jest rozciągliwa co ma wielkie znaczenie przy łowieniu na dużych głębokościach. Łowiąc na głębokościach 15-25 metrów można stosować żyłkę - ja stawiając pierwsze kroki łowiłem na żyłkę 4,0. Jeżeli chodzi o plecionkę to grubość od 2.0 do 3,5 najlepiej długość od 150 do 300 metrów. Zwróćcie uwagę na różnicę w wytrzymałości żyłki i plecionki dla przykładu żyłka o grubości 4.0 ma wytrzymałość od 12 do 20 kg, natomiast plecionka o grubości 2,5 wytrzyma już ciężar - 20kg. (3.0 - 28 kg).
Pilkery i przywieszki - czyli to co posłuży za przynętę. SPRZĘT WĘDKARSKI w naszym sklepie to między innymi dość duża oferta pilkerów morskich - najbardziej popularnymi pilkerami są różnego rodzaju Parasolki - proste ,wygięte, stukające, srebrne i matowe. Inne rodzaje to Tobiasze i Śledzie. Tak naprawdę wszystkie kształty dozwolone.
Istotną kwestią przy wyborze pilkera jest jego waga. W zależności od głębokości na jakiej będziemy wędkować jak również od panującej pogody najczęściej stosowaną gramaturą jest: 100, 120, 150,180,200,220,250,300.Na naszym Bałtyku optymalnymi (moim zdaniem) ciężarami są Pilkery o ciężkości 120,150,180,200 gr. Poza przynętą główną, część wędkarzy używa również tzw. przywieszek , które również są w ofercie sklepu, (uwaga: cześć wędkarzy uważa że dodatkowe przywieszki odstraszają te największe okazy) Typowe przywieszki to różnokolorowe gumowe twistery i rippery mocowane na jednym zwykle 1-1,5 metrowym kawałku żyłki.
Ja osobiście jestem zwolennikiem robienia swoich własnych zestawów przywieszkowych. Dlaczego dorsz na nie bierze ? - ponieważ imitują one jego naturalne pożywienie - nic prostszego. Jeżeli nie wybierasz się na „wraki” i dodatkowo masz trochę szczęścia i dobrego szypra możesz przez długi czas wracać do domu bez strat sprzętowych.
Na koniec prosta definicja techniki łapania którą nazywamy trolling:
metoda trollingowa, jest właściwie spinningiem, ale zamiast przeciągania wabiącej przynęty w pobliżu przewidywanych stanowisk ryb wypuszcza się ją za burtę na odpowiednio długim odcinku żyłki lub plecionki z przynętą i ciągnie się ze stałą lub zmienną szybkością za środkiem pływającym (czyli w tym przypadku pomaga nam dryf naszego statku). Oto z grubsza cała tajemnica trollingu. (oczywiście każda jednostka wędkarska wyposażona jest w specjalistyczny sprzęt wędkarski - profesjonalne echosondy do namierzania ryb).
W praktyce wygląda to jeszcze prościej choć trzeba się tego nauczyć. Mam nadzieję że przekonacie się sami i będziecie świadkami sytuacji kiedy to dwóch stojących obok siebie wędkarzy będzie miało zupełnie inne wyniki połowowe. Jeden będzie łapał a drugi tylko "mielił" wodę stojąc tuż obok. Teoretycznie na pewno nie będziecie w stanie się wszystkiego nauczyć.
Podsumowując swoje porady dodam jeszcze czego możecie się spodziewać podczas normalnego WĘDKARSKIEGO REJSU MORSKIEGO. Mianowicie standardem stało się to, iż w cenie rejsu jest wliczony ciepły posiłek. Jest to bardzo fajna sprawa. Ciepły Żurek z białą kiełbasą po wyczerpującym holu waszego olbrzyma potrafi postawić na nogi. Oczywiście miałem okazję być na rejsach gdzie w normalnej cenie rejsu były dwa ciepłe posiłki: rano podczas kiedy lodź podąża w pełne morze można zjeść śniadanko (trafiałem raczej na dobrą kiełbaskę na gorąco lub duszoną z cebulką) a podczas powrotu do portu podawany był drugi posiłek - prawie zawsze była to dobra zupka: flaki, żurek, kapuśniak lub gulaszowa.
Jeżeli chodzi o ciepłe napoje typu Kawa, Herbarta to wszędzie macie tego do bólu i w cenie rejsu. Na niektórych jednostkach są również wygodne koja dla wędkarzy - gdzie można poleżeć i przeczekać 1,5 godzinną drogę na łowisko. Chyba w ofercie wszystkich jednostek w cenie rejsu mamy czyszczenie ryb ( bez filetowania - dodatkowo płatne) i co za tym idzie skrzynki na wyjęte zdobycze. Prawie zawsze podczas rejsu (chyba że szyper to nowicjusz) atmosfera jest rewelacyjna. Zaraz po wejściu na pokład spotykamy naszą wędkarska brać - tam zawsze wszyscy są jak jedna rodzina.
To chyba tyle teoretycznych rozważań na temat BAŁTYCKIEGO WĘDKARTWA MORSKIEGO. Teraz czas na Was. Poczytajcie opinie, wybierzcie jednostkę, skrzyknijcie ekipę, skompletujcie sprzęt i w drogę. No koniec moja prywatna drobna rada :
Nie przesadzajcie z alkoholem - wiem że miłe towarzystwo i wspaniała atmosfera sprzyja delektowaniu się naszymi narodowymi trunkami, jednakże może się to skończyć bardzo źle.
Lepiej delektować się wędkowaniem niż z małego bulaju w przerwach kiedy obejmuje się toaletę oglądać jak robią to koledzy.
Możecie mi wierzyć - nic tak nie smakuje jak ciepły, smażony, dobrze przyprawiony dorsz i szklanka dobrego piwa. Teraz, teoretycznie byliście już na rybach - czas na praktykę -
Zapraszam i życzę połamania.
W wielkim wędkarskim szacunkiem
Jonnywalker1

---

SKLEP WĘDKARSKI

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wędziska do połowów morskich z łodzi

Wędziska do połowów morskich z łodzi

Autorem artykułu jest Marcin Kulej


Wędziska do połowów morskich z łodzi charakteryzują sie odpowiednimi parametrami i właściwościami. W tym artykule chciałbym wam przedstawić jak najlepiej dobrać wędzisko do połowów z łodzi. Z czego takie wędzisko może się składać i wiele innych cikawych informacji na temat wędkowania morskiego z łodzi

Wędziska do wędkowania z łodzi są, w przeciwieństwie do wędzisk przeznaczonych do połowów w strefie przyboju, znacznie krótsze, mają zazwyczaj ok. 2 m długości. Są one, ze względu na stosowanie większych ciężarków ołowianych i łowienie większych ryb, znacznie masywniejsze. Dłuższe wędziska na łodzi tylko zawadzają, gdyż zazwyczaj z jednej łodzi łowi zazwyczaj większa liczba wędkarzy.

Na łódce są właściwie tylko dwie możliwości posłużenia się dłuższymi wędziskami – przy łowieniu gruntówką ze spławikiem i pilkerami. W tym drugim przypadku konieczne jest dość dalekie zarzucenie przynęty. Stosuje się do tego celu specjalne, odpowiedniej długości wędzisko o sztywnej akcji, zwane potocznie dorszówką.

Ten, kto sprawił sobie już wędzisko do połowów z łodzi, zauważy, że ma ono na końcu rękojeści specjalne metalowe zakończenie z wycięciem, służącym szczególnemu celowi. Wędkarze łowiący z łodzi muszą się zawsze liczyć ze złowieniem rzeczywiście dużej ryby. Przy długotrwałym holowaniu dużych okazów nie wytrzymuje staw nadgarstkowy. Wędkarz jest wówczas zmuszony oprzeć o coś woje wędzisko, by pokonać ten opór. Najlepiej jest oprzeć je na zgięciu łokciowym lub na brzuchu. W związku z tym ci wędkarze, którzy liczą na dużą zdobycz, noszą specjalny pas z uchwytem do wędziska, tzw. gimbal. Jest on zapięty wokół ciała i ma okrągły, naszyty uchwyt do wędziska z poprzeczna listwą. Opiera się na nim podczas holowania koniec wędki, a listwa dodatkowo go podtrzymuje.

---

www.ryby-123.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 19 lipca 2012

Łeba -doskonała szkółka wędkarstwa morskiego

Łeba - doskonała szkółka wędkarstwa morskiego

Autorem artykułu jest Grzegorz Jóźwiak


Artykuł jest próbą zachęcenia turystów, wędkarzy do odwiedzenia pięknego miasta nadmorskiego, jakim jest Łeba.


Wędkuję już od 30-tu lat. To moja pasja, sposób na relaks, wyciszenie i kontakt z naturą. Przygodę z wędkarstwem morskim zacząłem w 2005 roku właśnie w Łebie i pokochałem to. Od tamtej pory odwiedzam nasz Bałtyk kilka razy do roku.

Odwiedzałem już Władysławowo, Hel i Gdynię, ale do Łeby wracam najchętniej. Uważam, że to tu każdy początkujący "wilk morski" musi zacząć przygodę z dorszem. Sprzyjają temu: płytkie łowiska 20-40 metrów; małe prawdopodobieństwo zaczepów, a co za tym idzie brak strat sprzętowych, duża ilość wypływających kutrów wędkarskich, doskonałe zaplecze noclegowe i restauracyjne; smaczne jedzenie w barach i smażalniach, sympatyczne podejście mieszkańców do nas, wędkarzy z innych regionów Polski (doskonale rozumieją, że to dzięki nam funkcjonują i utrzymują swoje rodziny) oraz urok tego miejsca i piękne plaże. Tylko na łowiskach Łeby można się nauczyć jak delikatnie i finezyjnie prowadzić zestaw, ciągnąć po dnie i delikatnie opłukiwać go bez ryzyka urwania wszystkiego, a co za tym idzie straty 20-30 zł (tyle średnio kosztuje zestaw ). We Władysławowie lub w zatoce zdarza się to często (mój rekord – 6 urwanych zestawów na wrakach – pierwszy rejs we Władysławowie). Hol dorsza też nie jest tu tak meczący jak w innych głębokich łowiskach. Za Łebą przemawia też duża ilość dorsza. Fakt, że nie ma tu zbyt wielu „okazów życia’’, ale 40 – 60 cm to norma. Jeżeli tylko traficie dobry kuter i szypra fachowca (z tym jest w Łebie trochę gorzej), to na pewno pouczycie się sztuki łowienia dorsza. Potem będzie wam łatwiej na innych łowiskach. Kutry w Łebie pływają cały rok, ale najfajniej łowi się wiosną i jesienią (mniejszy tłok).

Do Łeby mam z Mazur dużo dalej niż do Gdańska, Władysławowa lub na Hel. Mimo to, gdy zmęczy mnie machanie 200 – 300-gramowymi pilkerami na 60-90 metrach, wtedy jadę do Łeby na jeden z trzech wypróbowanych kutrów i bawię się 100-gramowym pilkerem, wyciągam półmetrowego dorszyka, daję mu buzi, proszę, żeby przyprowadził większego kolegę i go wypuszczam. Po zakończonym rejsie zachodzę do którejś z uroczych smażalni, zamawiam dużą flądrę z frytkami oraz kapustą i delektuję się smakiem ryby. Później ruszam w kilkugodziną podróż do domu z nadzieją, że niedługo tutaj wrócę.

Myślę,że początkujący adepci wędkarstwa morskiego powinni przyjechać do Łeby. Jestem pewien, że łykną bakcyla dorszowania, opanują sztukę sprowokowania dorsza do brania odwiedzą inne polskie porty może nawet Norwegię lub Bornholm. Następnie wrócą do Łeby i będą wspominać swojego pierwszego w życiu dorsza.

Grzegorz J - miłośnik Łeby i Bałtyku

---

www.wedkarskiepasje.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wędkarstwo morskie -sprzęt wędkarski

Wędkarstwo morskie – sprzęt wędkarski

Autorem artykułu jest Marcin Kulej


Wędkarstwo morskie – sprzęt wędkarski, jaki sprzęt wybrać, czym się kierować w wyborze sprzętu, z czym możemy się spotkać w wędkarstwie morskim.

Wędkarstwo morskie wymaga specjalnie do tego celu przeznaczonego sprzętu. Sprzęt do połowów słodkowodnych nie jest przydatny na dłuższą metę, gdyż użyte do jego wykonania materiały ulegną zniszczeniu pod wpływem słonej wody. Już po krótkim czasie części aluminiowe pokryją się białym nalotem, lakier na kołowrotku zacznie się łuszczyć, a części ze stali zardzewieją. Krystalizująca na żyłce sól uszkodzi części mechaniczne w korpusie kołowrotka.

Poza silnie korodującym działaniem wody morskiej, elementy wędkarskiego wyposażenia muszą zazwyczaj wytrzymać znacznie większe obciążenia niż sprzęt przeznaczony do łowienia w wodach słodkich. Najlepiej gdy korzysta się ze sprzętu specjalnie przeznaczonego do połowów morskich. Do tego celu stosuje się wędziska, które mogą podołać wymaganiom stawianym przez ryby strefy przyboju i otwartego morza, ale ich cena może się okazać bardzo wysoka. Na początek nie trzeba kupować aż tak drogiego sprzętu. Są również kołowrotki specjalnie skonstruowane do połowów morskich. Znajdują tu zastosowanie wysokiej klasy materiały, jak odporna na działanie wody morskiej uszlachetniona stal. Kołowrotki te są technicznie doskonałe i przy odpowiedniej konserwacji zapewniają wieloletnie, bezawaryjne użytkowanie. Metalowe elementy kołowrotka i przelotki należy posmarować wazeliną techniczną (bezkwasową). Odpowiedni sprzęt nie musi kosztować majątek, ponieważ dostępne jest również tańsze wyposażenie o odpowiednich parametrach. Najlepszym rozwiązaniem jest zastosowanie się przy zakupie i kompletowaniu sprzętu do rad fachowego sprzedawcy, mającego praktyczne doświadczenie. W wyborze mogą również pomóc liczne wskazówki i zlecenia, które znajdziemy w specjalistycznych katalogach wydawanych przez poszczególnych producentów. Dzięki temu można najpierw spokojnie w zaciszu domowym skompletować sprzęt, a przede wszystkim porównać ceny, tak aby w trakcie zakupu nie zdarzyły się żadne niespodzianki.

---

Zapraszam również na moją stronkę do poczytania różnych ciekawych artykułów na temat wędkarstwa i akwarystyki: www.ryby-123.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 18 lipca 2012

Babka bycza imigrant z południa Europy

Gatunkiem ryby, która, tak jak ciernik, podbiła już całą Zatokę Pucką jest babka o łacińskiej nazwie Neogobius melanostomus. Nie jest to rodzimy gatunek bałtycki lecz imigrant, który na początku lat 90-tych przywędrował do Zatoki Puckiej z południa Europy. W jaki sposób przedostał się do wód Bałtyku... Gatunkiem ryby, która, tak jak ciernik, podbiła już całą Zatokę Pucką jest babka o łacińskiej nazwie Neogobius melanostomus. Nie jest to rodzimy gatunek bałtycki lecz imigrant, który na początku lat 90-tych przywędrował do Zatoki Puckiej z południa Europy. W jaki sposób przedostał się do wód Bałtyku jednoznacznie nie wyjaśniono - dominuje jednak pogląd, że mogło stać się to w wyniku zawleczenia ikry, narybku lub nawet dorosłych osobników w wodach balastowych statków. Przemawiają za tym obserwacje, które wskazują, że pierwotnym ogniskiem rozprzestrzenienia się tego gatunku w rejonie Zatoki Puckiej były baseny kompleksu portowo-stoczniowego w Gdyni.

Neogobius melanostomus jest stosunkowo niewielkim przedstawicielem babkowatych. Maksymalna długość ciała tej rybki jest rzędu 25cm, a waga 300-350G. Ubarwienie ma zwykle brunatno-szare lub brunatno-żółte z wieloma ciemniejszymi poprzecznymi plamami. Jedną z cech zewnętrznych pozwalającą stosunkowo łatwo odróżnić przedstawicieli tego gatunku od innych babkowatych jest charakterystyczną ciemna plamka w jasnej otoczce pomiędzy ostatnimi promieniami pierwszej płetwy grzbietowej. W okresie godowym występuje wyraźnie dymorfizm płciowy - samce odróżniają się wówczas od samic znacznie ciemniejszym, bo aż wchodzącym w czerń, ubarwieniem całego ciała.
W literaturze krajowej do czasu pojawienia się przedstawicieli gatunku Neogobius melanostomus w naszych wodach, można było znaleźć następujące dwie polskie nazwy: babka czarnopyska oraz babka obła. Pierwsza z nich jest tłumaczeniem nazwy łacińskiej, druga natomiast odpowiednikiem rodzimej nazwy rosyjskiej „krugl’ak”. Z chwilą ekspansji na obszar Zatoki Puckiej, a następnie także i Gdańskiej rozpowszechniła się nowa nazwa - babka bycza. Nawiązuje ona do charakterystycznego „byczego” kształtu głowy, od którego powstała nazwa zwyczajowa „byczki” stosowana, na określenie kilku gatunków babkowatych poławianych na skalę przemysłową. W tym miejscu warto dodać, że przed laty w naszych sklepach były sprzedawane importowane konserwy rybne pod nazwą handlową „byczki w tomacie”, w których jednym ze składników było mięso Neogobius melanostomus. Ze względu na szybki wzrost populacji babki byczej w Zatoce Puckiej, również i u nas są prowadzone badania nad możliwościami przemysłowego wykorzystania tego gatunku.

Przyjrzyjmy się, zatem, nieco dokładniej babce byczej, tym bardziej, że jej ekspansywność nie pozostaje bez wpływu na zachowanie się wielu naszych rodzimych dennych gatunków ryb, dla których stała się ona istotnym konkurentem.
Rodzimymi siedliskami babki byczej są wody przybrzeżne mórz Czarnego, Azowskiego i Kaspijskiego. Spotyka się je tam licznie w strefie głębokości 10-15m. na obszarach piaszczysto - kamienistego dna, przykrytego często grubą warstwą muszli. Są to miejsca, gdzie ryby te znajdują najdogodniejsze warunki schronienia, żerowania i rozrodu. Babki bycze spotyka się także u podnóży skalistych brzegów. Zajmują tam, przede wszystkim, niewielkie skalne szczeliny, pęknięcia lub jamki pod kamieniami. Równie dobre siedliska dla babkowatych stwarzają różnorodne budowle hydrotechniczne. Pokarmem babki byczej są, przede wszystkim, zamieszkujące morskie dno, bezkręgowce - dorosłe osobniki polują także na narybek innych gatunków oraz mniejsze ryby strefy przydennej.
Byczki nie są dobrymi pływakami. Nad dnem poruszają się skokami i dość niechętnie opuszczają rejony, gdzie mogą znaleźć szybkie i pewne schronienie. Tak jest na czarnomorskim wybrzeżu Krymu, w rejonie Soczi czy Batumi, ale przecież Zatoka Pucka jest akwenem odmiennym; w jej strefie brzegowej dominują piaszczyste płycizny i tylko w nielicznych rejonach brzegów klifowych, np. w okolicach Redłowa, Oksywia czy Osłonina, większe partie dna pokryte są kamieniami oraz głazami, które mogą zapewnić schronienia zbliżone do czarnomorskich. A mimo to babka bycza, zaledwie w ciągu kilku lat, potrafiła rozprzestrzenić się w całej Zatoce Puckiej, pokonując przy tym duże obszary otwartego piaszczystego dna.
Co zatem przyczyniło się do jej sukcesu w nowym dla niej środowisku, tym bardziej, że sama babka bycza jest przecież stosunkowo nieduża i jej rozmiary nie są niczym nadzwyczajnym w naszych wodach przybrzeżnych, w których żyje wiele gatunków ryb znacznie większych?
A jednak w stosunku do naszych rodzimych babkowatych przybysz z południa jest olbrzymem. Ta właśnie przewaga wielkości przy równoczesnym braku wystarczającej ilości drapieżników, takich jak liczne niegdyś: szczupaki, sandacze, sieje czy węgorze sprawia, iż podczas nurkowań w różnych miejscach Zatoki Puckiej, na wielu obszarach dna obserwuje się zjawisko wypierania przez babkę byczą nie tylko rodzimych babkowatych, ale również węgorzyc i storni. Istotne znaczenie miało zapewne i samo miejsce początkowego zasiedlenia - wody portowe. Mało sprzyjające dla naszych gatunków babkowatych, preferujących raczej otwarte płycizny brzegowe, akweny portowe okazały się, jeśli nie idealnym to wystarczająco dobrym siedliskiem dla babki byczej. Jej pojawienie się zbiegło się w czasie także z widoczną poprawą jakości wód portowych i stoczniowych w Gdyni. Ograniczenie produkcji i prac remontowych, spadek przeładunków, zmniejszenie floty rybackiej, a także, wymuszona nowymi przepisami, większa dbałość odpowiednich służb o stan środowiska wodnego, to niewątpliwie dodatkowe czynniki ułatwiającym przetrwanie i adaptację w pierwszym okresie.
Przykładem tego są obrazy życia podwodnego w wodach portu w Gdyni. Zanurzając się pod wodę przy nabrzeżu portowym widać olbrzymie powierzchnie podwodnych konstrukcji hydrotechnicznych pokryte grubymi warstwami organizmów poroślowych. Są to głównie pąkle (Balanus improvisus) i omułki (Mytilus edulis), które dostarczają babkom byczym odpowiedniego pożywienia. Liczne szczeliny, pęknięcia czy wymycia w starych betonach ścian i pali nośnych nabrzeży oraz gruzowiska i złomowiska na dnie zapewniają skuteczne schronienia oraz miejsca do budowy gniazd. Babka bycza, tak jak większość innych babkowatych, jest bowiem gatunkiem, który chroni swoją ikrę. W odpowiednio przygotowanej jamce tj. oczyszczonej z organizmów, które mogłyby stanowić zagrożenie dla ikry i świeżo wyklutego narybku, pod przykryciem z kamienia, płyty betonowej czy nawet deski, samica składa ikrę, przyklejając ją do górnej i ewentualnie bocznych ścianek. Następnie, po zapłodnieniu ikry, opiekę nad gniazdem na cały okres inkubacji aż do wylęgu przejmuje samiec. Zapewnia to babce byczej skuteczną ochronę przed drapieżnikami - w naszych wodach, przede wszystkim, przed ciernikiem, którego nadmierny rozwój w Zatoce stanowi zagrożenie dla ikry i narybku wielu innych gatunków ryb.

Z basenów portu handlowego i stoczni babka bycza, w szybkim tempie, zaczęła zasiedlać także inne budowle hydrotechniczne w rejonie Gdyni. Na początku był to port jachtowy, w którym, w krótkim czasie, stała się rybą wędkarską, a następnie cała strefa brzegowa z narzutem kamiennym wzdłuż bulwaru nadmorskiego oraz molem w Orłowie. W tym rejonie na dnie Zatoki do głębokości kilku metrów występują naturalne skupienia kamieni i głazów z cofającego się klifu, co niewątpliwie stworzyło dodatkowe ułatwienie w migracji tego gatunku. Jeszcze lepsze warunki ekspansji babka bycza znalazła na kierunku północnym. W rejonie Oksywia jest bowiem szereg budowli hydrotechnicznych pozostałych jeszcze z czasów wojny, takich jak torpedownie: Formoza i Babie Doły oraz duże betonowe dalby, a znaczne obszary dna pokryte są tu muszlowiskami. Akweny te są obecnie tak zdominowane przez ten gatunek, iż z pełnym uzasadnieniem można je nazywać „Krainą babki byczej”- jej „Ziemią obiecaną”. Podczas nurkowań, szczególnie w pobliżu torpedowni, można spotkać skupiska babek byczych liczące po kilkanaście i więcej sztuk na jednym metrze kwadratowym dna. W przypadku narzutów kamiennych wokół dalb koncentracja ta jest jeszcze większa ze względu na piętrowe rozmieszczenie różnego rodzaju jamek i szczelin.
Podwodne obserwacje prowadzone od kilku lat podczas licznych nurkowań w rejonie torpedowni Formoza pozwalają na stosunkowo pełne udokumentowanie procesów wypierania przez byczki naszych rodzimych gatunków. Jeszcze w II połowie lat 90-tych ubiegłego wieku większość szczelin i wymyć w przydennej strefie betonowych ścian torpedowni zasiedlały węgorzyce (Zoarces viviparus) oraz rodzime gatunki babkowatych – babka czarna (Gobius niger) i babka mała (Pomatoschistus minutus). Na piaszczystym, pokrytym muszlami, dnie wokół budowli, nierzadkim gościem były też stornie (Platichthys flesus). Obecnie wszędzie panuje babka bycza. Spotyka się ją nawet zagrzebaną pod muszlami z dala od typowych dla niej ukryć w kamieniach czy gruzowisku u podnóża ścian torpedowni.
Ze względu na duży wzrost populacji babki byczej wodach zatok: Puckiej i Gdańskiej spotkanie pod wodą z przedstawicielami tego gatunku nie stanowi większego problemu. Aby jednak wykonać udane zdjęcia babek byczych należy pod wodą zbliżać się do nich spokojnie, bez wykonywania gwałtownych ruchów, gdyż zaniepokojone potrafią błyskawicznie znikać w swoich ukryciach. Najlepszą porą do fotografowania jest przy tym jest okres tarła i pilnowania gniazd przez samców. Można wówczas uzyskać fotografie babek byczych o bardzo zróżnicowanym ubarwieniu od marmurkowatych deseni do prawie pełnej czerni. Ubarwienie to jest także w pewnej mierze uzależnione od rodzaju dna, na którym występują babki. Najbardziej wzorzyste ubarwienie mają osobniki zasiedlające dno kamieniste lub pokryte gruzem. Ten ostatni typ dna jest charakterystyczny dla otoczenia wielu naszych budowli hydrotechnicznych.

Najciekawsze ujęcia całej babki byczej można uzyskać w technice zbliżeniowej, przy czym wystarczające są tu obiektywy o ogniskowych rzędu 24-28mm, które pozwalają w warunkach podwodnych zbliżyć się do ryby na minimalną odległość ok. 30-40cm. W przypadku ujęć portretowych najkorzystniej jest zastosować optykę do zdjęć makro.

Treść tego artykułu (oraz innych, o podobnej tematyce) uzupełnioną autorskimi zdjęciami możesz znaleźć w postaci darmowego ebooka pod adresem:
http://wodny-swiat.org/baltyk

Jarosław Samsel,
redaktor portalu „Wodny Świat” (http://wodny-swiat.org) i Turystycznego portalu aukcyjnego (http://wypoczynkowo). ---

pl)

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak łowić bolenie? Wskazówki dla wędkarzy

Jak łowić bolenie? Wskazówki dla wędkarzy

Autorem artykułu jest Kamil Tracz


Boleń to wyjątkowa ryba.Równie drapieżna, co przebiegła i ostrożna.Niezwykle trudno ją złowić. Od początku przygody ze spinningiem to właśnie ten drapieżnik sprawiał mi najwięcej kłopotów.

Najważniejsze cechy Bolenia.

Superdrapieżnik

Boleń (Aspius aspius) należy do rodziny karpiowatych. Zamieszkuje zalewiska mórz: Północnego, Bałtyckiego, Czarnego i Kaspijskiego.

Żyje głównie w większych nizinnych i podgórskich rzekach. Spotyka się go również w zbiornikach zaporowych, przepływowych jeziorach, a nawet w przybrzeżnych strefach mórz. Choć z ichtiologicznego punktu widzenia bliskimi krewniakami bolenia są m.in.: płotki, krąpie, jazie i klenie, rapa zupełnie się od nich różni.

Jest jedynym typowym drapieżnikiem wśród ryb karpiowatych. I to jakim drapieżnikiem!

Przy boleniu żadne żywe stworzenie nie może czuć się bezpieczne – rapy atakują nie tylko ryby, ale także żaby, pisklęta ptaków, a nawet niewielkie gryzonie! Natura doskonale przystosowała je do drapieżnego trybu życia.

Torpeda

Przede wszystkim wyposażyła je w smukłe, torpedowate ciało pokryte drobnymi, srebrzystymi łuskami. To dzięki niemu boleń jest szybki jak błyskawica. Z lekkością porusza się w największym nurcie. Jest bardzo sprawny. W sprzyjających warunkach boleń może osiągnąć metr i ważyć 10 kg. Najczęściej jednak spotyka się osobniki o 50-70 cm długości i wadze 1,5-3 kg.

Olbrzymi pysk

Bolenie mają ogromny pysk. Jego przecięcie sięga aż pod oko! Dolna szczęka zakończona jest wyrostkiem, który chowa się we wcięciu górnej szczęki. Boleń ma tzw. górny pysk, co oznacza, że dolna warga jest dłuższa od górnej. To dzięki niemu rapy są doskonale przystosowane do pobierania pokarmu z powierzchniowych warstw wody. Dorosłe ryby mają za głową niewielki garbik.

Dieta mięsna

Bolenie od narodzin żywią się niemal wyłącznie mięsem. Po wykluciu polują na maleńkie owady, skorupiaki oraz na narybek innych ryb.

Łupem większych osobników padają najczęściej ukleje, choć rapy nie gardzą też płotkami, krąpikami, okoniami, ciernikami, kiełbiami itp.

Siła

Mięsna dieta drapieżników sprawia, że są bardzo silne i wytrzymałe – całymi dniami mogą uganiać się za zwinnymi uklejkami. Atakują z niezwykłą lekkością i agresją. I wcale się przy tym nie kryją! Uderzają z wielką furią tuż przy powierzchni, wzbijając fontanny wody. Przerażone ukleje często wyskakują na brzeg!

Szybki wzrost

Bolenie odbywają tarło w marcu lub w kwietniu. Ikrę składają na twardym (żwirowatym, kamienistym, rzadziej piaszczystym) dnie, w miejscach o spowolnionym przepływie wody. Narybek wykluwa się z jajeczek po 10-15 dobach i od razu żeruje. Dlatego też bolenie bardzo szybko rosną. Roczna rapa może ważyć już ćwierć kilograma! Bolenie osiągają dojrzałość płciową w wieku 4 lat. Mają wtedy długość 30-35 cm. Ryby 6-letnie mierzą już 50 cm. Dożywają zazwyczaj 12 lat.

Jak widać, bolenie są urodzonymi drapieżnikami. Natura przystosowała je idealnie do niezwykle aktywnego, wręcz awanturniczego trybu życia. To najbardziej zawadiackie ryby, jakie znam. Szczupaki i sandacze są przy nich spokojnymi rybeńkami. Bolenie są po prostu niezwykłe!

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Wędka i jej rodzaje

Wędka i jej rodzaje

Autorem artykułu jest Monika Gancarska


Słysząc "wędka" - myślimy: kij, żyłka i jakiś haczyk. Ale tylko miłośnicy wędkowania wiedzą jak ważny jest dobrze dobrany sprzęt, odpowiednio do rodzaju ryb jakie chcemy złowić, bądź metody jaką wykorzystamy.

Profesjonalna definicja wędki brzmi - sprzęt do połowu ryb. Ten sprzęt składa się z kilku elementów: jednym z nich jest wędzisko do którego przymocowana jest żyłka, na końcu której mamy haczyk z przynętą. Wędzisko, jak się okazuje to niezwykle ważny element wędki, gdyż przede wszystkim poprawia warunki i skuteczność połowu. Wędzisko powinno być dość lekkie, a także wystarczająco długie, wytrzymałe na pęknięcia i równocześnie elastyczne. Materiałem wykorzystywanym do produkcji tradycyjnych wędzisk jest drewno, natomiast nowoczesne wędziska są wytwarzane z włókien węglowych.

Możemy wyróżnić następujące rodzaje wędek. Pierwsza z nich to najprostszy rodzaj - tzw. wędka bat. Używana jest najczęściej do połowów w kanałach lub jeziorach, metodą spławikową. Kolejny rodzaj to wędka spinningowa - służąca do do połowu ryb zarówno drapieżnych, jak i spokojnego żeru. Wędka ta jest produkowana z włókna węglowego, może być stosowana zarówno do połowu z łódki jak i z lądu. Następnie mamy wędki podlodowe - najczęściej są to wędki małe i krótkie służące do połowów z lodu. Odległościówka - to kolejna wędka zbudowana z włókna węglowego, z budową zarówno segmentową jak i teleskopową. Należy do wędek bardzo delikatnych. Ostatni rodzaj to wędka muchowa - służy do połowu metodą sztucznej muchy. Na końcu krótkiego żyłkowego przyponu zamocowana jest mucha, która imituje owada w różnym stadium jego rozwoju. Wędkarstwo tą metodą wymaga dużych umiejętności i jest bardzo widowiskowe.

Sklepy wędkarskie oferują zazwyczaj ogromne ilości różnych rodzajów wędek, zaczynając od wędek dla amatorów zaczynających swoją przygodę z łowieniem ryb, kończąc na wędkach nawet za 3 tyś. złotych, które przeznaczone są dla profesjonalistów. Na rynku mamy ogromny wybór zestawów wędkarskich, dzięki czemu każdy może znaleźć coś dla siebie.

---

Sklep wędkarski na-ryby.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Ryby z zimowej rzeki

Ryby z zimowej rzeki

Autorem artykułu jest REX


Małe, rwące rzeki obfitują w ryby nawet przy najgorszej pogodzie. Gdy nie ma nawet cienia nadziei na upolowanie choćby jednej ryby w innych miejscach, w takich rzekach zawsze coś się złowi.

To prawda, że małe, rwące rzeki obfitują w ryby nawet przy najgorszej pogodzie. Gdy nie ma nawet cienia nadziei na upolowanie choćby jednej ryby w innych miejscach, w takich rzekach zawsze coś się złowi.

Bez względu na to, czy jest odwilż i podwyższona woda, czy przeszywa lodowaty mróz, w rwących strumieniach pływa mnóstwo ryb np. kleni, często można złowić dorodne płocie, a czasami trafić na zupełnie przyzwoitego okonia. Trzeba tylko zachowywać się bardzo cicho!

Ryby doskonale potrafią odbierać najmniejsze zmiany w otoczeniu. Nawet trzask nadepniętej gałązki może je na długo przepłoszyć.

Piękno małej rzeki polega na tym, że można łatwo rozszyfrować jej tajemnice. Nawet w samym środku najsurowszej zimy, łowiska aż się proszą, by się nimi zainteresować. Gdy się je odnajdzie, można być pewnym, że ryby będą w pobliżu. Warto zbadać każdy dołek poniżej jazów lub innych przeszkód. Każde głębsze miejsce zapewnia rybom schronienie. Przyjazne środowisko zachęca wiele ryb do pozostawania w dołkach przez całą zimę, dlatego rzadko odchodzi się z takich miejsc bez zdobyczy.

Równie atrakcyjne są ostrzejsze zakręty, w których woda jest głębsza, a jej nurt troszkę wolniejszy. Klenie i płocie bardzo takie zakręty lubią. Dzięki wszelkim przeszkodom, takim jak bp. połamane gałęzie, łowiska stają się dla ryb jeszcze lepsze. W małych rzekach ryby czują się bardzo niepewnie, więc tłoczą się wokół wszystkiego, co może im posłużyć za schronienie i daje poczucie bezpieczeństwa.

Bardzo często małe rzeki gwałtownie się zwężają, a w przewężeniach pomiędzy położonymi blisko siebie brzegami powstają bardzo głębokie miejsca. Czasem udaje się złowić nawet kilkanaście sztuk, zanim pozostałe się zorientują i umkną w popłochu.

Ponieważ każdy gatunek ryb ma swoje własne, ulubione miejsca, nie sposób znaleźć wszystkich ryb w jednym łowisku. Trzeba ich zatem poszukać w różnych zakamarkach.

Małe wysepki, ujścia, rowy, rozgałęzienia, a nawet przycumowane łodzie, czyli miejsca, w których normalnie się nie łowi, przyciągają zimą całe stada ryb żyjących w małych rzekach. Dlatego też opłaca się łowić aktywnie, chodząc w poszukiwanie odpowiednich miejsc. W małych łowiskach na ogół od razu udaje się coś złowić. Nie ma więc sensu rozkładanie sprzętu, jeśli kilka rzutów kontrolnych nie przynosi brania. Zwłaszcza klenie często chwytają przynętę już w chwili, gdy dotyka ona powierzchni wody - pod warunkiem oczywiście, że nic nie zakłóca spokoju i ciszy.

---

http://rex-taakaryba.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 28 czerwca 2012

Dodatkowe wyposażenie do pontonu

Dodatkowe wyposażenie do pontonu

Autorem artykułu jest Maciej Andrzejewski


Ponton sprzedawany jest z podstawowym wyposażeniem: wiosła, pompka, zestaw naprawczy. Jednak, żeby cieszyć się w pełni z pływania i wędkowania należy ponton wyposażyć w dodatkowe przedmioty. Myślę o pokrowcu, kotwicy wraz z windą, wygodnym siedzisku, torbie i wózku do transportu.

Wózek

Bardzo pomaga przy wodowaniu i przemieszczaniu się z pontonem. Mój wózek kupiłem na aukcji internetowej. Moim zdaniem jest bardzo dobrze wykonany, lekki i funkcjonalny. Montaż i demontaż zajmuje dwie, trzy minuty. Po zdjęciu kół zajmuje mało miejsca w samochodzie. Wózek jest tak skonstruowany, że można z nim pływać. Jest to bardzo pomocne przy pokonywaniu grobli lub przepustów wodnych.

P2070034

P2070035

P2070036

P5100037+%255B800x600%255D+%255B800x600%255D

Siedzisko

Z doświadczenia wiem, że siedzenie wiele godzin na drewnianej ławeczce pontonu nie należy do przyjemności. Warto więc zrobić wygodne siedzisko. Moje wykonałem w całości z zepsutego krzesła komputerowego. Ma tapicerowane siedzisko i jest obrotowe, co bardzo pomaga przy łowieniu ryb. Żeby zamontować siedzisko w ławeczce musiałem wywiercić dość duży otwór. Otwór osłabił strukturę sklejki. Wykonałem więc wzmocnienie ławki z metalowego profilu. Oczywiście siedzisko można zdementować. Wystarczy odkręcić dwie śruby.

P2070030

P2070031

P2070032

P2070033

Torba

Do torby możemy włożyć wszystko, co może nam się przydać w czasie wędkowania, a nie jest potrzebne w danej chwili na pokładzie. Akcesoria wędkarskie, wodę, kanapki, ubranie przeciwdeszczowe itp. Poniżej zamieszczam wykrój torby. Oczywiście wymiary poszczególnych elementów są uzależnione od typu i wielkości pontonu.

IMG

Kotwica i winda

Kotwica służy do utrzymania pontonu w wybranym przez nas miejscu na łowisku i zabezpieczenia pontonu w przystani. Na rynku jest wiele rodzajów kotwic. Ja jednak wykonałem ją sam. Na złomowisku znalazłem stary odważnik do wagi. Po dokładnym oczyszczeniu i pomalowaniu służy mi jako kotwica. Winda też jest mojego pomysłu.

P5100071

P5100052

P5100059

P5100061

P5100065

Pokrowiec

Pokrowiec chroni ponton przed deszczem i słońcem. Napompowany pozostawiony na słońcu na długi czas może ulec zniszczeniu. Pod wpływem promieni słonecznych powietrze w komorach pontonu zwiększa swoją objętość. Może to doprowadzić do uszkodzenia zaworów lub poszycia pontonu. A więc trzeba upuścić trochę powietrza. Jeśli po upalnym dniu wieczorem wypływamy pontonem na akwen musimy pamiętać o dopompowaniu powietrza. Kiedyś zapomniałem o tej czynności i na środku jeziora kiedy temperatura powietrza i wody spadła, ponton zaczął mi się składać na pół. Zapewniam, że jest to niemiłe uczucie. Pokrowiec chroni też przedmioty pozostawione w pontonie przed amatorami cudzych rzeczy. Pomaga przy rozkładaniu i pompowaniu pontonu. Rozłożony na ziemi chroni ponton przed uszkodzeniem. Pokrowiec można uszyć samemu, ale moim zdaniem lepiej zamówić go w zakładzie szyjącym plandeki samochodowe.

PIC_0057

---

http://ponton-ponton.blogspot.com/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 23 czerwca 2012

Urok małych rzeczek

Urok małych rzeczek

Autorem artykułu jest MIECZYSLAW WOJTCZAK


Małe rzeki to często pierwsza „wędkarska miłość". Są na pozór nieciekawe i dlatego bywają omijane.
A przecież w nich też są ryby. Małe rzeki spotyka się w naszym kraju wszędzie - najczęściej są one dopływami większych rzek. Niewielkie rzeki bywają bardzo urozmaicone; ich charakter może się znacznie zmieniać nawet na odcinku kilometra.

W rzekach zmieniać się mogą m.in. głębokość i szerokość cieku, charakter jego dna, stopień zadrzewienia brzegów i ilość wodorostów. Szerokość małych rzek może wynosić od zaledwie kilku kroków do kilkunastu metrów. Latem, gdy woda jest czysta, można niemal w każdym miejscu dojrzeć dno. Niejeden wędkarz popełnia błąd, sądząc, iż płycizny są bezrybne i nie zadaje sobie trudu obławiania takich miejsc. Tok rozumowania jest w takich wypadkach prosty:, jeśli woda jest tak płytka, to z pewnością nie ma w niej ryb. W rzeczywistości woda niejednokrotnie jest głębsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka - w niektórych miejscach może mieć zaledwie kilka centymetrów głębokości, lecz niewiele dalej, metr lub więcej - a ryby są prawdziwymi mistrzami kamuflażu.

W małych rzekach można spotkać nadspodziewanie duże ryby, np. okonie o wadze do pół kilograma, dwukilogramowe klenie, sporo małych szczupaków, kiełbie, płocie, jelce, a nawet kilkukilogramowe brzany. Ryby są obecne, ponieważ płytka i szybko płynąca woda jest doskonale natleniona, nawet podczas upałów. Do łowienia w małych rzekach można wybrać jeden z dwóch sposobów. Pierwszy polega na wytypowaniu stanowiska, w którym można spodziewać się ryb i łowieniu stacjonarnym. Woda przelewająca się przez progi na małych rzekach zostaje wzbogacona w dużą ilość tlenu. Ryb nie należy jednak szukać tuż pod zaporą (nie pozwala zresztą na to regulamin), lecz na pierwszym, położonym w regulaminowej odległości stanowisku, w którym mogą przebywać ryby - np. pod nawisami gałęzi.

Widok wędkarza łowiącego z platformy ustawionej w nurcie może początkowo płoszyć ryby, lecz zachowanie spokoju i regularne nęcenie niewielkimi porcjami zanęty, pozwala wzbudzić ich zaufanie i zatrzymać na dłużej w łowisku. Po zanęceniu i zarzuceniu małej przynęty, np. białego robaka lub poczwarki, w ciągu kilku pierwszych godzin łowi się na ogół dużo małych ryb - kiełbi, uklej, jelców, płoci, okoni i niewielkich kłeni. Można też wywabić duże ryby - klenie i brzany - z ich stanowisk w wodorostach, trzcinach i w zacienionych miejscach pod gałęziami. Może w tym bardzo pomóc zanęcenie łowiska konopiami, które skłaniają ryby do intensywnego żerowania. Udanych połowów można wówczas oczekiwać nawet w upalne południe, choć większą szansę na ryby przynoszą późne popołudnie lub wieczór.

Drugi sposób to namierzanie stanowisk poszczególnych okazów ryb i podawanie im dużych przynęt - np. skórki chleba, kawałka sera lub mielonki, bądź dużej dżdżownicy - na zestawie gruntowym, spławikowym lub wolnej żyłce. Najlepsza pora do tego rodzaju połowów to świt lub zmierzch. Jak znaleźć stanowiska ryb w niewielkiej rzece? Jest to sprawa zdrowego rozsądku - należy szukać miejsc o odpowiedniej sile nurtu, głębokości oraz zapewniających rybom możliwość ukrycia się w wodorostach lub cieniu zwisających gałęzi; najlepiej, gdy jedno miejsce jednocześnie spełnia wszystkie te warunki. Niektóre z odcinków małych rzek bywają jednak np. odpowiednio szybkie, lecz zbyt płytkie, inne - wystarczająco głębokie i zarośnięte, lecz przepływ wody jest w nich minimalny. Na zakolach małej rzeki mogą znajdować się dobre stanowiska. Zależy to od rodzaju brzegu, który może być podcinany lub rozmywany przez nurt. Najlepszych wyników można się spodziewać, jeśli zewnętrzny brzeg łuku jest ostro podcięty i osłonięty od góry gałęziami. Pod nim ryby najchętniej szukają stanowisk. Przynętę zarzuca się z miejsca położonego na wewnętrznym brzegu nieco powyżej łuku.

Ujścia małych rzek do większych są bardzo interesującymi łowiskami. Szerokość ich przyujściowego odcinka jest znacznie większa, zaś nurt jest w takim miejscu znacznie głębszy i wolniejszy, co wiąże się z jego słabszym natlenieniem. W niektórych miejscach nurt przy ujściu może być gęsto zarośnięty wodorostami, co nierzadko uniemożliwia wędkowanie. W chłodnej porze roku, gdy zielsko zanika, sytuacja całkowicie się odwraca i w ujściu
można swobodnie zarzucać przynętę, licząc na doskonałe wyniki w łowieniu m.in. płoci, kleni i leszczy, które wchodzą do ujścia dopływu, chroniąc się przed znacznie silniejszym nurtem większej rzeki. W czystej wodzie świetnie biorą przede wszystkim klenie - płocie i leszcze żerują bardziej zdecydowanie, gdy toń rzeki jest lekko zmącona. Zaletą łowienia w chłodnych miesiącach jest to, że nie przeszkadza drobnica skubiąca przynętę. Duże leszcze, płocie i klenie łowi się natomiast stosunkowo łatwo, gdyż przy dużo mniejszej ilości naturalnego pokarmu w rzece ryby te chętnie korzystają z każdego wpadającego do wody kąska. By się przekonać, czy określony odcinek małej rzeki wart jest obłowienia, należy najpierw dokładnie się z nim zapoznać. Konieczne jest sprawdzenie, przy którym brzegu przepływa główny nurt - przynętę lepiej zarzucać z przeciwległego, co przy niewielkiej szerokości rzeki nie stanowi problem.

Nawet przy niewielkiej głębokości łowiska woda nad główną rynną dna może być znacznie głębsza, osiągając 1-1.5 m. Dlatego opłaca się wykonać serię próbnych przepuszczeń zestawu spławikowego, precyzyjnie badając głębokość na trasie jego spływu. Zestaw pokaże przy okazji położenie ewentualnych zawad w rzece, a dokładna ocena głębokości pozwoli umieścić przynętę w wybranej odległości od dna. Korzystna dla wyniku połowów jest obecność kęp wodorostów i pasów trzcin, w których chowa się nie tylko drobnica. Stojąc kilka minut w bezruchu łatwo zauważyć, że woda nie jest całkowicie bezrybna. Dla ryb przebywających w niegłębokiej wodzie wędkarz może być doskonale widoczny i dlatego, jeśli to tylko możliwe, warto urządzić stanowisko wędkarskie pod osłoną nadbrzeżnej roślinności, pamiętając o maskującym ubiorze. Na początek warto spróbować łowić bez zanęcania łowiska, tzn. podać tylko przynętę - np. poczwarkę. białego robaka lub ziarno parzonej pszenicy. Jeśli przez 15-20 minut nic się nie dzieje, nie musi to oznaczać, że w wodzie nie ma ryb. Może to również świadczyć o obecności dużych osobników np. kleni lub brzan, ignorujących przepływające małe przynęty. Należy wówczas podać dużą przynętę w postaci kostki mielonki lub sera.

Gdy na haczyku przeważa drobnica i tylko od czasu do czasu łowi się np. średnie płocie, trzeba się uciec do selektywnego zanęcenia łowiska. Drobnicę można odciągnąć od stanowiska, wrzucając bardzo lekka zanętę (namoczony i rozdrobniony chleb), która znoszona nurtem odprowadza ryby w dół rzeki. Jednocześnie w wytypowane miejsce wrzuca się właściwą, cięższą zanętę dla ryb, które są celem łowów. Do łowienia w wodzie o głębokości 0,5-1 m najlepiej użyć możliwie najlżejszego zestawu spławikowego, gdyż wpadający do wody koszyczek zanętowy wywołuje za dużo hałasu. Łowić z gruntu lepiej techniką wędrującej gruntówki, docierającej z przynętą do stanowiska ryb.

---

Autor: Wojtczak Mieczysław

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Jak wybrać sztuczne przynety wedkarskie

Jak wybierać sztuczne przynęty wędkarskie

Czy warto dopłacić za markę przy zakupie przynęt gumowych? To pytanie zadaje sobie wielu wędkarzy stojąc w sklepie wędkarskim i wybierając gumy przed wyjazdem na ryby. Czy jest odpowiedź na to pytanie i czy jest jednoznaczna? Oczywiście wszystko zależy przede wszystkim od tego, czego oczekujemy od przynęty.

Dla mnie wędkarstwo to nie tylko ryby ale i poszukiwanie odpowiednich przynęt. Z moich doświadczeń wynika, że mimo wszystko czasami lepiej jest dopłacić kilkanaście lub kilkadziesiąt groszy. Już wyjaśniam dlaczego.

Dla mnie ważne jest to aby guma, którą wrzucam do wody poza łownością i ciekawą oraz unikalną pracą miała jeszcze kilka cech: nie może farbować, nie może się przyklejać permanentnie do pudełka, musi być odpowiednio wytrzymała, musi mieć w sobie to coś.

Z farbowaniem przynęt zetknąłem się już nie raz. Kupiłem kilka gum, różnych producentów, podzieliłem je oczywiście kolorystycznie (lubię mieć porządek). Po 2 dniach wyjmuję gumy i jestem bardzo negatywnie zdziwiony-jedna z gum trwale podbarwiała inne przynęty. Nie sposób pozbyć się przebarwień a w przypadku niektórych gum ważne są dla mnie i oczywiście dla ryby nawet takie szczegóły jak odbarwienia. Z resztą jak kupuję dwie pomarańczowe gumy i nagle jedna z nich przejmuje od drugiej kolor i zmienia tą nie farbującą na czerwono-buraczany kolor to nie jest fajnie. Od tamtej przygody stwierdzam niestety, że część naszych rodzimych gum farbuje. Nie mówię, że zagraniczne są lepsze, bo też farbują, ale nie na taka skalę jak nasze rodzime, najpopularniejsze gumy.

Z przyklejaniem się gum do pudełka miałem również przygodę. Zakupiłem przynętę nieznanego pochodzenia (początki mojej spinningowej przygody). Guma jako tako wyglądała, kolor mi odpowiadał. Generalnie miał być to tani penetrator jednego z zapuszczonych łowisk – w końcu lepiej zerwać gumę za dwa niż za cztery złote Spełniła swoją rolę, nawet się cieszyłem. Wyschła, włożyłem ją do pudełka. Kilka dni później próbowałem ją z niego wyjąć – niestety bez większego skutku. Guma trwale przywarła do pudełka – tworzywa weszły ze sobą w reakcję. Pudełko udało się wyczyścić ale poza tym, że guma była do wyrzucenia to na dodatek koszmarnie pofarbowała mi inne gumy. Od tamtej pory unikam bardzo tanich przynęt, szczególnie tych produkowanych w Chinach!

Wytrzymałość gumy też często jest zależna od ceny. Swego czasu bardzo dużo łowiłem na przynęty polskie-fajna praca, kolory w miarę ok. Często zdarzało mi się, szczególnie przy sandaczach i szczupakach, że po jednym holu przynęta szła do kosza-zęby masakrowały gumę, urywały ogonki itd Po kontakcie z przynętami z za oceanu byłem bardzo, bardzo, bardzo miło zaskoczony ich wytrzymałością. Muszę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że większość(na pewno nie wszystkie) gum z USA to nie są przynęty jednorazowe. Mam kilka egzemplarzy w pudełkach, które służą mi już 3-4 sezon, holowałem na nie niejednego szczupaczka i fakt jest taki, że są pocięte ale nadal pływają i nadal pracują jak należy!

Jeżeli chodzi o to coś to lubię gdy guma jest atrakcyjna-aromat czosnku, brokat, błyszczące w wodzie oko, jest masa dodatków, których nie mają tanie przynęty.

Może podczas czytania artykułu można odnieść wrażenie, że dla mnie nie liczą się pieniądze ale tak nie jest. Ja zwyczajnie w świecie wolę kupić jedną zamiast trzech gum i mieć ogromną frajdę z łowienia a nie straty w postaci przebarwień, rozklejeń, przerwań itp. Mam dosyć twisterów bez ogonków dlatego też wybieram wytrzymalsze przynęty. Przynęty do których jestem przekonany i które polecam to zdecydowanie przynęty Manns, Cabelas, Delalande. W nich buble opisane wyżej zdarzają się zdecydowanie rzadziej niż w przypadku reszty dostępnych na rynku( to oczywiście moja opinia oparta na różnych doświadczeniach) Oczywiście nie gardzę rodzimymi producentami ponieważ mają w swojej ofercie super gumy. Człowiek uczy się na błędach i ja ich na tyle dużo popełniłem kupując przynęty gumowe, że od dłuższego czasu staranniej selekcjonuję zawartość mojego pudełka.

Artykuł pochodzi z serwisu shout.pl

czwartek, 21 czerwca 2012

Łowienie na wolną żyłkę

Łowienie na wolną żyłkę

Autorem artykułu jest RaFiKoS


Artykuł opisuje metodę połowu na wolną żyłkę w rzekach i nie tylko, mówi o tym, na jakie przynęty łowić, jakie gatunki i jak podchodzić do ryb. Mam nadzieję, że z mojego artykułu skorzystają również inni i nad wodą będą mogli stosować tę metodę połowu ryb, szczególnie w małych rzekach.

Łowienie na wolną żyłkę to metoda, w której na żyłce jest tylko haczyk z przynętą. Zwykle oznacza to zarzucanie na niewielką odległość, bowiem jedynym obciążeniem jest właśnie haczyk z przynętą. Ale nie należy uważać tego za utrudnienie, ponieważ przy brzegu można doskonale połowić, gdyż w tej strefie najczęściej znajdują się naturalne żerowiska i kryjówki ryb.

Korzyści z wolnej żyłki

Łowienie na wolną żyłkę ma przewagę nad innymi popularniejszymi stosowanymi metodami połowu jak - łowienie z koszyczkiem zanętowym, ze spławikiem, albo z elektronicznym wskaźnikiem brań. Pierwszą i chyba najważniejszą zaletą tej metody jest to, że na żyłce w pobliżu haczyka nie ma niczego co mogłoby wzbudzać podejżliwość ryb i w czasie brania stawiać jakikolwiek nienaturalny opór. Dzięki temu ryby biorą przynętę zdecydowanie i pewnie. Po drugie, brak dodatkowych elementów na żyłce znacznie ułatwia łowienie wśród wodorostów i innych podwodnych przeszkód. Nie ma obciążenia, spławika ani koszyczka zanętowego, które mogłyby utknąć w zaczepach i doprowadzić do utraty ryby. Dzięki temu unika się stresującej dla wędkarza sytuacji - kiedy zmęczona holem ryba tuż przed wprowadzeniem do podbieraka ostatnim szarpnieciem zawiesza spławik albo koszyczek zanętowy na jednym wystającym nad wodę patyku. Po trzecie, sprzęt nie musi być ciężki. Gdy łowisz z większej odległości, z dużym obciążeniem, spławikiem lub koszyczkiem zanętowym, wędzisko i żyłka muszą być na tyle mocne, by wytrzymać przy zarzucaniu. Podczas łowienia na wolną żyłkę, kij może być delikatny, a żyłka cienka, oczywiście bez przesady, nie warto zrywać zestawu za zestawem. Po czwarte, zbędne są wielkie ilości sprzętu, wystarczy wędka, przynęta, podbierak, kilka zapasowych haczyków, szczypczyki, i podpórka pod wędzisko. Dzięki temu nie musisz siedzieć w jednym miejscu, mozesz przemieszczać się z jednego miejsca na drugie, i tym samym zwiększyc szansę na spotkanie z rybą. Po piąte i ostatnie, możesz bezgłośnie zarzucać zestaw i nie płoszyć ryb.

Ostrożnie, i cicho

Ostrożność i maskowanie się są niezmiernie istotne w każdym rodzaju polowania, ale w przypadku łowienia na wolna żyłkę jest to szczególnie ważne, ponieważ znajdujesz się blisko swej zdobyczy i często do niej podchodzisz. Pamiętaj: jeżeli widzisz rybę to możesz byc pewien, że i ona widzi ciebie! Wkładaj szarobrązową odzież, stąpaj ostrożnie i nie pokazuj się na tle nieba. Spróbuj łowić późnym wieczorem lub wczesnym rankiem - kiedy jesteś najmniej widoczny.

Gatunki Ryb

Łowienie na wolną żyłkę jest znakomita metodą, w ten sposób mozna złowić wszystie gatunki ryb.

Karp - wielu znanych specjalistów w łowieniu karpi uważało ten sposób za najlepszy! Dopiero w latach 80. zaczęto używać dużych ciężarków i zestawów włosowych, a wraz z nimi ciężkiego sprzętu. W kilka lat liczba łowców karpi wzrosła 10-krotnie i łowiska "zawędkarzyły się". Pierwszą reakcją ryb była ucieczka jak najdalej od tłumów, od tamtej pory ciągłe obławianie okolic podwodnych górek i wypłyceń ciężkim sprzętem spowodowało, że w wielu wodach najspokojniejsze miejsca, w których karpie szukaja schronienia znajdują sie tuż przy brzegu. I właśnie tutaj wędkarz łowiący na wolną zyłkę może odnieść sukces - zarówno łowiąc na przynety pływające (np. skórki chleba, lub herbatniki dla psów), gdy karpie żerują prz powierzchni, jak i na przynęty tonące (np. kulki proteinowe, ciasta lub ziarna), gdy karpie pływaja przy dnie.

Kleń i Brzana - to gatunki, ktore znakomicie łowi się na wolna żyłkę. W czasie niskiego stanu wody nie ma lepszej metody. Płytkie, czyste łowiskowymaga bowiem szczególnie ostrożnego podchodzenia, cichego podania przynęty i delikatnego zestawu nie wzbudzającego podejrzeń ryb. Wielu wędkarzy może zadziwić to, jak śmiało klenie biorąna pływające przynęty - skórka z chleba jest najlepszą pływajacą przynętą, warto spróbować też herbatników dla psów, jedną z najlepszych letnich przynęt na klenia jest duży, czarny nagi ślimak ( najlepszym sposobem wykorzystania go łowienie na wolną żyłkę). Na początku należy trzymać się z daleko od kleni, nie wolno sie śpieszyć ponieważ klenie są bardzo płochliwe. Gdy już znajdziesz sie w miejscu , z którego będziesz widział klenie to wybierz większego i podrzuć mu przynetę pod pysk. Najczęściej po złowieniu jednego klenia pozostałe uciekną, wtedy rzuć trochę zanęty i przenieś się w inne miejsce i zanim złowisz tam następnego klenia to stado może już być w poprzednim miejscu gdzie rzuciłeś zanętę. Co ważne, nie jest to tylko metoda na lato i często sprawdza się także w zimie - zwłaszcza w bezwietrzne i słoneczne dni.

Jedną z najbardziej emocjonujących wersji łowienia na wolna żyłkę jest polowanie na brzany. Załóż na haczyk kawałek mielonki albo sera żółtego i zarzuć w górę rzeki w korytarz pomiedzy wodorostami lub w miejsce, gdzie nurt jest spokojny, a dno pokrywa żwir. Chwyć opuszkami palców żyłkę między przelotkami, bo brania mogą być ledwo wyczuwalne, najczęściej jednak są to tak zdecydowane szarpnięcia, że trudno je przegapić.

Wzdręgi - tradycyjnie najlepszą metodą na wzdręgi jest łowienie na wolną żyłkę w letni wieczór tuż przy brzegu. Jako przynęta dobrze sprawdzaja się kawałki chleba, ale warto spróbować skusić wzdręgi herbatnikami dla psów - czasami przynosi to świetne efekty.

Wyczuwanie brań

Niektórzy wędkarze nie chcą łowić na wolna żyłkę, obawiając się, że nie wyczują brania. Nie ma żadnego spławika, ani też obciażenia - skąd więc wiadomo, czy ryba już wzięła przynętę i co sie dzieje na koncu żyłki? Bez obaw - przy wolnej żyłce brania są tak dynamiczne i wyraźne (zwłaszcza kleni i brzan), że nie można ich przegapić. Gdy łowisz na przynęty pływające na powierzchni to dokładnie widzisz, czy ryba bierze czy nie, dlatego żadne wskaźniki nie są potrzebne. Jeśli łowisz tonącymi przynętami w spokojnej wodzie, oprzyj wedkę na podpórce umożliwiającej swobodne przesuwanie się żyłki, a na żyłce między dolnikiem wędziska a pierwszą przelotką zamocuj kapsel (w nocy z folią odblaskową). Kiedy masz tak przygotowany zestaw, możesz spokojnie czekać na branie, a w bezwietrzne dni wystarczy obserwować ruch żyłki między powierzchnią wody a wedką.

Życzę dużej ilości brań i dużych okazów ;-) .. Pozdrawiam

---

RaFiKoS

Zapraszam wszystkich na mojego bloga http://rafik-wszystkoorybach.blogspot.com

Mój 2 NOWY BLOG http://rafal-wszystkoozarobku.blogspot.com - również zapraszam :-) , a zainteresowanych proszę o rejestrację :-)

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Pstrąg potokowy

Pstrąg Potokowy

Autorem artykułu jest Olsen


Pstrąg Potokowy - jedna z najpiękniej ubarwionych ryb Polskich wód. Przysmak na stołach całego świata. Wyzwanie dla ekstremalnych łowców okazów.


Pstrąg Potokowy (Salmo trutta m. fario) - ryba z rodziny łososiowatych. Występuje praktycznie na terenie całej Polski, zamieszkując górskie potoki i nizinne rzeki z dobrze natlenioną i chłodną wodą. Dorasta do 80 cm przy średniej wadze około 5 kg. Ciało o budowie silnie spłaszczonej bocznie, niekiedy mocno wygrzbiecony. Płetwa ogonowa bardzo mocna, przystosowana do pokonywania bardzo silnego uciągu wody spotykanego w górskich potokach. Ubarwienie bardzo różnorakie, zależne od miejsca przebywania jak również od pory roku. Może być brunatno-żółty, brązowy, niebieskawy, czysto złoty, fioletowy lub czarny. Na całym ciele posiada kropki, najczęściej czarne i czerwone w białych obwódkach. Samice w okresie tarła miewają charakterystycznie, hakowato wygiętą dolną szczękę.
Pstrąg potokowy to typowy drapieżnik i w zasadzie nie pobiera pokarmu pochodzenia roślinnego. Odżywia się małymi rybami (świnki, kozy, ślizy, cierniki), larwami owadów jak również dorosłymi owadami i płazami. Nierzadki jest również wśród Pstrągów kanibalizm. Dość częstym zjawiskiem jest sezonowość w pobieraniu pokarmu, dotyczy to głównie larw owadów i ich dorosłych stadiów. Wiosna i lato to wzmożony okres żerowania na larwach jętek, chruścików, widelnic itp.
Tarło odbywa się jesienią. Pstrągi na tarliska wybierają głównie płytkie miejsca lub w ogóle dopływy rzeki, w której żyją. Jednej samicy towarzyszy zazwyczaj kilka samców. Samice składają ikrę w przygotowanych wcześniej gniazdach (wgłębieniach w dnie). Pstrągi przygotowując gniazda unikają piachu i mułu, ponieważ wiąże się to z przeżywalnością narybku. Dobry przepływ wody i odpowiednie dotlenienie jej to cechy charakterystyczne pstrągowych gniazd. Po złożeniu ikry samica zagrzebuje ją w dnie, chroniąc przed potencjlnymi wrogami. Faza embrionalna trwa około 3-4 miesięcy.
Dla wędkarzy Pstrąg do niedawna był rybą “elitarną”, łowiono go rzadko i w niedużych ilościach. Obecnie staje się coraz bardziej popularnym obiektem wypraw z dwóch powodów - jest bardzo cenionym przysmakiem oraz, z typowo sportowego punktu widzenia, rybą bardzo trudną do złowienia. W Polsce łowić go można dwiema metodami, na spinning lub muchę. Zwłaszcza ta druga metoda zdobywa sobie coraz większą rzeszę zwolenników. Spinningiści używaja przeważnie przynęt małych i średnich, głównie błystek obrotowych, woblerów i wszelkiej maści gumek (twistery, rippery), a przynęty te imitują małe ryby. Trochę inaczej ma się sprawa z łowieniem “na muchę”. Potrzeba tam zupełnie innego sprzętu - wędki, kołowrotka z ruchomą szpulą oraz linki (nie żyłki czy plecinki). Również przynęty są inne - mają za zadanie imitować larwy owadów i same owady. Ze względu na charakterystykę wód pstrągowych (głownie małe i wąskie rzeczki z bardzo przejrzystą wodą) a także płochliwością i podejżliwością ryb, duże okazy łowione są sporadycznie. Niestety
W Polsce Pstrąg Potokowy objęty jest czasową ochroną, nie wolno go łowić od 1.09 do 31.12 lub 31.01. Wymiar ochronny - w zależności od okręgu w którym łowimy - wynosi od 25 do 35 cm. Limit dzienny - także w zależności od miejsca połowu - od 1 do 3 sztuk.

---

Ryba Życia

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 19 czerwca 2012

Jesień dobry czas na drapieżnika

Jesień - dobry czas na drapieżnika.

Autorem artykułu jest Krzysztof Łuczyk


Jesień, to dobry czas na dużego drapieżnika. Czasem trudno zdecydować się na wyprawę, bo coraz bardziej zimno i krótszy dzień, ale przełamanie wszystkich barier stających na drodze może nas bardzo miło zaskoczyć i uczynić wędkowanie tego dnia naprawdę emocjonującym i pełnym wrażeń.

Jesień – czas, który może niejednego wędkarza zaskoczyć. Dni stają się coraz krótsze i chłodniejsze, coraz bliżej stan zimowego uśpienia, które ogarnia nawet wędkarza, ale na pewno nie drapieżnika. To czas drapieżników. Czas dla wędkarzy - spinningistów. Czas dla dużych ryb, które rzeczywiście „myślą”, że jesteśmy zbyt senni i nas przechytrzą.

Szczupak okazały zawsze mi się kojarzy z jesiennym łowem.

Szukam go zazwyczaj na płyciźnie, przy trzcinie i zaroślach. Szokuje mnie zazwyczaj o tej porze swoją agresywnością, ale i przemyślaną walką – zwłaszcza duży szczupak wzbudza tyle emocji, że zmarznięte ręce i zimny nos nie są w stanie zniechęcić, aby kontynuować tę niezwykłą grę. Duży szczupak nie trafia się zbyt często, trzeba mieć wiele cierpliwości, wybrać odpowiednią porę, trafić na dzień dobrych brań – niekoniecznie proponowanych przez wędkarskie kalendarze, a i pewnie nabrać doświadczenia, by tego szczęścia nie zaprzepaścić. Zawsze się zastanawiałem i zastanawiam do dziś, dlaczego najczęściej spotykałem go na płyciźnie? Może dlatego, że właśnie tam zawsze jest trochę słońca, które przyciąga drobnicę, a wtedy drapieżnik czuje się komfortowo, bo nie trzeba zbytnio tracić energii i czuć się „królem” wśród wielu innych ryb? Całkiem możliwe.

Niezawodne jednak zawsze były okolice trzciny.

Nigdy praktycznie nie przepłynę obok trzciny obojętnie. Przyznam, że czasami zniechęcony brakiem efektów rzucałem jednak na głębię, w pobliże jakieś widocznej roślinności i nie jeden raz miło się zaskoczyłem.

Pomocna echosonda.

Na bardziej otwartej wodzie, blisko jednak brzegu, wykorzystuję echosondę, która pokazuje mi przede wszystkim głębokość i spady – dołki, które często są miejscem, w którym czai się drapieżnik. Nie jest tutaj tak do końca ważny ciężar blaszki czy rippera, bo można prowadzenie przynęty regulować spiningiem, ale im płycej, tym częściej sięgam po lżejsze i mniejsze „smakołyki”. Gdy uda się trafić w porę żeru, szczupak zaatakuje przynętę prowadzoną bardzo płytko, nawet niekiedy tuż po plusknięciu w wodę. Trudniej o zadowalające efekty w dzień, w którym drapieżnik nie żeruje i czaji się gdzieś na głębi. Wtedy uzbrajam się w cierpliwość i łowię znacznie mniej, ale niekoniecznie bez skutku – można zaskoczyć się i wielkością i wagą oczekiwanej zdobyczy.

Gumowe przynęty.

Warto zwrócić uwagę na to, że gumowe przynęty mają często tylko jedną kotwiczkę. Można wówczas uzbroić ją w jeszcze jedną dodatkową, ale jeśli pozostaniemy przy jednej tylko, to konieczne jest mocne w miarę przycięcie i uważanie, by przy holu nie popełnić błędu. Na pewno nie poprawiać zacięcia i nie dać szans drapieżnikowi na to, aby poczuł luźną żyłkę czy plecionkę. Nawet przy wyskoku ryby nad wodę musimy czuwać, aby tego luzu nie poczuła, bo wykorzysta go na pewno i pozostanie nam tylko wzdychać, że taki duży okaz, a jednak przegrałem.

---

Autor: Krzysztof Łuczyk

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zanęcanie łowiska

Sztuka zanęcania łowiska

Autorem artykułu jest REX


Każda zanęta – czy to prosta mieszanka na bazie chleba, czy też najnowszy zanętowy wynalazek ze sklepu – musi być odpowiednio przygotowana i podana w łowisku.

Zanęta gruntowa to mieszanka różnorodnych składników, których zadaniem jest zwabienie i utrzymanie ryb w łowisku. Podstawowym składnikiem jest najczęściej rozdrobniony chleb lub pieczywo cukiernicze np. biszkopty. W odróżnieniu od luźnej zanęty, którą podaje się w łowisko w postaci oddzielnych cząsteczek, zanętę gruntową stosuje się w postaci kul zanętowych.

Najprostszą i najtańszą zanętę gruntową można sobie przygotować z wysuszonego i rozdrobnionego chleba. Chleb suszy się w przewiewnej szafce lub wkłada na kilka godzin do piekarnika ustawionego na bardzo niską temperaturę, po czym rozdrabnia się go np. w malakserze lub w maszynce do mięsa. Zachowanie zanęty w wodzie zależy w dużym stopniu od stopnia jej zwilżenia i wielkości cząsteczek.

Najważniejszym czynnikiem jest jednak spoistość zanęty. Drobnocząsteczkowa może być całkiem sucha lub nieznacznie zwilżona i tworzy w toni chmurę zanętową. Bardziej zwilżona zanęta rozpada się wolniej, w połowie toni lub głębiej. Zanęta mocno zwilżona (dużocząsteczkowa), jest bardziej spoista i można formować z niej kule, którymi daje się rzucać na dużą odległość i które docierają na dno w całości. Mocno sklejone kule zanętowe nie rozpadają się nawet w szybkim rzecznym nurcie.

Gotowe zanęty kupowane w sklepie zawierają najróżnorodniejsze składniki. Zanęty te opracowywane są przez doświadczonych wędkarzy i przeznaczone są do łowienia w konkretnych warunkach. Niekiedy potrzebna jest bardzo lekka zanęta, tworząca chmurę unoszącą się bardzo płytko. Zanęta o wypornych cząsteczkach przydaje się w łowisku o mulistym lub zarośniętym dnie, a ciężka w szybkich rzekach. Doświadczeni wędkarze często mieszają zanęty różnych rodzajów, by uzyskać pożądany efekt.

Każde łowisko wymaga określonego sposobu zanęcania. Na wody stojące dobra jest lekka zanęta z dodatkiem białych robaków – często przyciąga wzdręgi, płocie i leszcze. Do łowienia w szybko płynących rzekach potrzebna jest ciężka zanęta, której kule nie powinny się rozpadać przed dotarciem do dna. Jeśli na szybki nurt stosuje się lżejszą zanętę – należy wrzucać kule powyżej stanowiska, by cząsteczki zanęty opadły na dno dokładnie w wybranym miejscu.

Najlepszą oceną jakości zanęty są wyniki połowu. Dobra, odpowiednio podana zanęta powinna nie tylko zwabić ryby w łowisko, ale je w nim również utrzymać.

---

http://rex-taakaryba.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 16 czerwca 2012

Jak dobrać wędzisko

Jak dobrać wędzisko

Autorem artykułu jest REX


Optymalnie dobrany zestaw pozwala nam odpowiednio poprowadzić przynętę, sprowokować rybę do ataku, skutecznie ją zaciąć i wyholować. Jak można się domyślać, nie ma uniwersalnego zestawu, którym łowi się wszystkie gatunki ryb.

Wędziska na okonie

Okonie to gatunek, który nie osiąga dużych rozmiarów. Najczęściej łowi się sztuki o długości do 30 centymetrów. Na takie ryby najlepszymi przynętami są niewielkie wabiki o ciężarze od 1 – 4 gramów, które z kolei wymuszają zastosowanie żyłki o średnicy nie przekraczającej 0,18 mm. Poza tym okonie nie należą do ryb, które bardzo agresywnie atakują przynętę i wyrywają kij z ręki. Ich brania najczęściej sygnalizowane są lekkim puknięciem lub zatrzymaniem przynęty. Dlatego też wędzisko do połowu okoni powinno być delikatne. Jego cienka szczytówka musi zapewniać pełną kontrolę nad przynętą i wskazywać brania. Do połowu okoni z brzegu stosuje się najczęściej wędziska o długości 2,7 – 3 m. Ich akcja przy zarzucaniu przynęty i zacięciu powinna być szczytowa, podczas holu ryby przechodząca w średnią. Oczywiście sprawdzają się również paraboliczne wędziska, jednak ich miękka akcja np. podczas prowadzenia przynęty szybkimi skokami, łagodzi o spowalnia pracę wabika. Podczas łowienia okoni techniką „z opadu” brania wyczuwamy na wędce (na dolniku wędziska) jako delikatne puknięcia. Zacięcie powinno być energiczne, ale niezbyt mocne. Okonie mają kruche pyski i zbyt silny hol lub za mocne zacięcie mogą być przyczyną zerwania ryby.

Wędziska na klenie

Klenie kochają szybki nurt. Łowi się je przede wszystkim w rzekach o średnim lub mocnym uciągu wody. Ryby te są również niezwykle ostrożne i płochliwe, aby więc je skutecznie łowić, musimy się dobrze ukryć. Dlatego na klenie najlepsze są wędziska długie, od 3 do 4 metrów. Jeżeli użyjemy krótszego kija i schowamy się w pewnej odległości od brzegu, to trudno nam będzie poprowadzić przynętę. Klenie łowi się najczęściej na małe i średnie przynęty. Są nimi agresywnie pracujące woblery o długości 3-6 cm, błystki obrotowe (do nr 2) i nieco rzadziej gumki. Do takich przynęt stosuje się żyłki o średnicy od 0,16 do 0,20 mm. Ze względu na bardzo dynamiczne brania kleni, często wyrywające kij z ręki, wędziska do połowu tych ryb muszą być na tyle miękkie, żeby zamortyzowac gwałtowny atak i nie dopuścić do urwania żyłki. Jednocześnie trzeba pamiętać, że kleniowe przynęty stawiają w nurcie duży opór i zbyt miękkim wędziskiem nie zatniemy ryby.

Wędziska na szczupaki

Polując na szczupaki, musimy pamiętać, że w każdej chwili może zaatakować nawet kilkunastokilogramowa sztuka. Poza tym szczupaki łowi się najczęściej wśród zatopionych drzew, krzaków, trzcin i roślinności podwodnej. By nie dopuścić o wpłynięcia zaciętej ryby w zaczepy, często będziemy zmuszeni do holu siłowego. Właśnie dlatego wędzisko na szczupaki powinno być mocne. Najlepiej sprawdzają się kije o długości 2,7-3 m., ciężarze wyrzutu do 30 gramów i średniej bądź szczytowej akcji. W większości łowisk na szczupaki stosuje się przynęty do 15 gramów. Jednak bywają okresy, że ryby te lepiej reagują na małe kilkugramowe wabiki. Można wtedy użyć kija na klenie. Podczas połowu szczupaków zestaw powinien być zabezpieczony metalowym przyponem.

Wędziska na sandacze

Sandacze mają bardzo twarde, trudne do przebicia haczykiem pyski. Dlatego podczas holu często się wypinają. Sprzyja temu również zastosowanie zbyt miękkiego wędziska i żyłki, która jest rozciągliwa. Poza tym po zacięciu sandacze, gwałtownie potrząsając pyskiem, starają się pozbyć słabo zahaczonej przynęty. Sandaczowe przynęty prowadzi się najczęściej skokami po dnie. Szybkie poderwanie wabika z jednoczesnym zwinięciem luzu żyłki i kontrolowany opad to jedna z najskuteczniejszych metod sprowokowanie tego drapieżnika do ataku. Branie wyczuwane jest na dolniku jako charakterystyczne puknięcie. Aby zacięcie było skuteczne, trzeba je wykonać bardzo energicznie i mocno. Tylko wtedy haczyk wbije się w pysk ryby. Wędziska na sandacze muszą być mocne i sztywne. Ich akcja powinna być szczytowa. Tylko takimi kijami można doskonale prowadzić i czuć przynętę np. średnią lub dużą gumę obciążoną główkami o wadze 6-25 gramów.

---

http://rex-taakaryba.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Chleb znakomita przynęta i zanęta

Chleb - znakomita zanęta i przynęta

Autorem artykułu jest REX


Nigdy nie wychodzi z mody. Jest tani, czysty i łatwo go przygotować. Potrafi zwabić wszystkie gatunki ryb słodkowodnych z wyjątkiem drapieżników.

Chleb stosowany jako przynęta jesy niedoceniany przez wędkarzy i szkoda, że nie używają go tak powszechnie jak 20 lat temu. Przyciąga płocie, wzdręgi, leszcze, brzany, klenie, jazie, liny i karpie, nawet jeśli wcześniej nie widziały na oczy tego typu przynęty. Jest skuteczny właściwie o każdej porze roku. Ryby zjadają go chętnie w zimowe mrozy, jak i w najbardziej upalne dni lata. Co więcej, chleb na ogół wzbudza żywe zainteresowanie większych sztuk.

Dlaczego chleb jest skuteczny?

Dla nas kromka chleba pachnie i smakuje dość mdło i dlatego wymyślamy różne dodatki do kanapek. Dla ryb właśnie ten niepozorny, naturalny zapach jest bardzo ponętny. Być może istotną rolę odgrywa też jego barwa. Biały kęs spoczywający na dnie zwraca uwagę nawet najbardziej roztargnionych ryb. Zapomnij o bułkach, bagietkach, rogalach czy obwarzankach. Bochenek zwykłego, świeżego chleba stanowi doskonałą zanętę. Trzy najprostsze formy to: płatki, miąższ i skórka.

Dodatki smakowe

Przynęty naturalne bez żadnych dodatków smakowych, zapachowych czy barwników, często działają bez zarzutu. Niekiedy jednak ryby lubią małą odmianę. Skuteczne są płatki chleba z dodatkami smakowymi w płynie np. o smaku ochotkowym. Oprócz nich jest jeszcze wiele substancji, z którymi można poeksperymentować.

Pamiętajmy, żeby nie używać chleba spleśniałego !!!

Haczyk nalezy wbijać w przynętę od strony miąższu, dopóki nie przebije się przez skórkę i nie ukaże ostrza. Następnie owiń żyłkę wokół skórki i przepuść ją pod kolankiem haczyka. Ponownie wbij ostrze w skórkęw innym miejscu, aby w ten sposób utrzymać żyłkę pod kolankiem. Dzięki temu przynęta nie spadnie z haczyka.

---

http://rex-taakaryba.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 15 czerwca 2012

Uwalniacz przynęt spiningowych

Uwalniacz przynęt spinningowych

Autorem artykułu jest Olsen


Uwalniacz przynęt spinningowych. Nie wyobrażam sobie nie mieć go ze sobą podczas wypadów spinningowych. Uratował tyle moich ulubionych przynę, że będę mu wdzięczny do końca swoich wędkarskich dni.

Świetna miejscówka, woda wlecze się nie dając poznać, co ukrywa na dnie. Puszczam wobler pod pas trzcin, czuję, że schodzi głębiej, czuję jego tyrkanie na szczytówce. Nagle jest, zacinam, wędką gnie się w parabolę i….kolejny zaczep. Wabik z serii Executor, w kolorze płoci, został na dnie, kilkanaście złotych polskich również. Tego dnia zerwałem jeszcze kilka Meppsów, straty oceniam na kilkadziesiąt złotych – a przecież mogło do tego nie dojść, gdybym odpowiednio wcześniej wyposażył się w uwalniacz. Następnego dnia bez cienia zastanowienia zamawiam gadżet ze strony importera.
Chciałbym Wam po krótce przedstawić jak to ustrojstwo się prezentuje, w jaki sposób z niego korzystać oraz czego się ustrzegać by wykorzystać jego efektywność w 100%. Zaczynamy od początku. Na rynku na dzień dzisiejszy tylko dwa uwalniacze cieszą się sporym powodzeniem – polski Grom oraz kanadyjski Snagaway . Różnią się innym patentem na uwalnianie przynęty. Grom łapie tylko za krętlik, Snagaway również za wabiki. Mnie do gustu przypadł ten drugi, i to ten chciałem Wam zaprezentować. Zestaw składa się z linki o długości 20 metrów, plastikowej obudowy i szpuli oraz metalowego uwalniacza.
Linkę nawijamy na plastikową szpulę, zabezpieczając odpowiednim węzłem. Szczególnie łowiący z łodzi na głębokich zbiornikach powinni zadbać o to by żyłka była przywiązana do szpuli. Łowiący na rzekach mogą sobie ten zabieg darować.Węzeł łączący element metalowy z linką musi być odpowiednio wytrzymały. Proponuję zastosować popularny węzeł spinningowy 3 końce. Trzyma mocno i pewnie. Element metalowy składa się z dwóch części – gniazda oraz zapadki, pełniącej rolę chwytaka.
Podczas montowania linki na zapadce zwróćcie uwagę by nie przechodziła ona pod gniazdem tylko opierała się na jego krawędziach, w innym przypadku uwalniacz nie będzie mógł zacisnąć się na przynęcie (przy pierwszym montażu strzeliłem taką gafę, jakież było moje zdziwienie dlaczego uwalniacz nie łapie wabika). Nacięcie w kształcie litery U służy do przewlekania żyłki, po to, by znalazła się ona w środku gniazda, dzięki temu możemy zsunąć uwalniacz do miejsca zaczepu. Kąt padania kija to tafli wody około 70-ciu stopni. Czym mniejszy ten kąt tym trudniej będzie uwalniaczowi zsunąć się w dół. Nie bez znaczenia jest również odległość, uwalniacz traci na swojej efektywności w miarę zwiększania się dystansu między wędkarzem a zaczepionym wabikiem. Do 5 metrów odległości, przynęty można uwolnić bez większych problemów, powyżej tej odległości pojawiają się problemy z zsunięciem się uwalniacza po żyłce, zwiększa się kąt między żyłką a wędką, występują większe siły tarcia na żyłce oraz opór wody. Wędkując z łodzi na zbiornikach problem jest jakby ominięty, zawsze możemy podpłynąć pod miejsce zaczepu i spuścić uwalniacz w dół. Na rzekach lub zbiornikach gdzie wędkujemy z brzegu efektywność uwalniacza jest już ograniczona, mimo to nie przekreśla to jego zastosowania w moim wędkowaniu. Zawsze mam go w plecaku i prawie zawsze, choć raz ląduje w wodzie. Jako ciekawostkę dodam, że udało mi się kiedyś odczepić przynętę z …drzewa. Podrzucając woblera pod linię brzegową niefortunnie trafiłem w gałęzie, pozostało rwać lub spróbować zastosować uwalniacz. Trochę podskoków i ciętego języka pod nosem przyniosło skutek, wobler wrócił bez większych uszkodzeń do pudełka. Błędnym jest myślenie, że uwalniacze niszczą przynęty – mnie nie zdarzyło się by w sposób drastyczny naruszyć korpus czy lakier woblera. W przypadku przynęt gumowych uwalniacz może je uszkodzić wtedy, kiedy złapie za wabika, przy złapaniu krętlika - gumę wyciągniemy bez naruszonego korpusu. Z obrotówkami jest podobnie, może dojść do wykrzywienia drutu, na którym jest montowana paletka jednakże w przypadku złapania za krętlik obrotówka jest nienaruszona. Po stokroć wolę odzyskać naruszoną gumę lub wirówkę czy nawet zniszczoną doszczętnie jakąkolwiek przynętę niż zostawiać „złom” w wodzie. Dla przykładu, dany odcinek rzeki odwiedza miesięcznie 100-tu spinningistów, niech każdy z nich zerwie w tym czasie tylko jedną przynętę – zobaczcie ile dziadostwa zostawiamy. O kasie nie wspominając.
Kiedyś stosowałem przypony o mniejszej wytrzymałości niż wytrzymałość linki głównej (jak rwać to przypon lub węzeł). Miałem kilka takich przypadków, że pękał przypon podczas szarpania się z uwalniaczem (uwalniacz łapał wtedy tylko za krętlik). Proponuję stosowanie przyponów o wytrzymałości 7 lub 10 kg , wówczas jest pewność że wabik złapany za krętlik będzie pewnie wyciągnięty na powierzchnię.
To tyle, co chciałbym Wam zaprezentować. W internecie znajdziecie sprzedawcę na Polskę tego wynalazku, produkt oryginalnie zapakowany importowany z USA. Cena nie odstrasza, w moim przypadku zwrócił się podczas jednego wypadu. Nie wyobrażam sobie nie mieć go ze sobą podczas wypadów spinningowych. Człowiek się przyzwyczaja tak samo jak do okularów polaryzacyjnych – to po prostu trzeba mieć w swoim arsenale.

---

Ryba Życia

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl